O Magdalenie Witkiewicz usłyszałam już na samym początku prowadzenia bloga. Moja droga do zapoznania się z twórczością Magdaleny Witkiewicz była długa i dosyć kręta. Pólka z napisem „Literatura obyczajowa” zwykle jest przeze mnie omijana. Po roku pandemii poczułam, że pora zbliżyć się do tej półeczki. Potrzebowałam książki, która pomoże mi się odprężyć po bardzo trudnym i stresującym roku w moim życiu zawodowym.
Kultowy już zespół Dżem śpiewał kiedyś, że „…wehikuł czasu to byłby cud. ..”. Taki wehikuł czasu znalazł się w moich rękach. Jest książką. To Rok 1913. Rok przed burzą Floriana Illies’a. Książka jest bardzo obszerna i szczegółowa. Pada w niej wiele nazwisk, które dla człowieka niezwiązanego bliżej z literaturą, malarstwem, czy muzyką są kompletnie obce. Trzeba ogromnego wysiłku, żeby w trakcie czytania nadrabiać jednocześnie zaległości w wiedzy własnej. Ale myślę, że naprawdę warto dokonać tego trudu. Poczuje się wtedy ducha eleganckiej i dziś tak bardzo nam odległej Belle Époque .