O Magdalenie Witkiewicz usłyszałam już na samym początku prowadzenia bloga. Moja droga do zapoznania się z twórczością Magdaleny Witkiewicz była długa i dosyć kręta. Pólka z napisem „Literatura obyczajowa” zwykle jest przeze mnie omijana. Po roku pandemii poczułam, że pora zbliżyć się do tej półeczki. Potrzebowałam książki, która pomoże mi się odprężyć po bardzo trudnym i stresującym roku w moim życiu zawodowym.
Dziewczyna z portretu to opowieść o małżeństwie dwójki malarzy, których spotyka coś bardzo niespotykanego, a nawet niepokojącego dla nich obojga… Greta i Einar żyją w Kopenhadze, każde z nich pochłonięte jest bez reszty swoją pracą, nie mają dzieci. Wiodą właściwie beztroskie, leniwe i spokojne życie, przeplatane spotkaniami towarzyskimi. Einar jest uznanym malarzem, który nie ma problemów ze sprzedażą swoich prac. Natomiast, jego żona nie zajęła jeszcze swojego ważnego miejsca w malarskim światku. Einar wyraża się o niej wręcz, jak o przeciętnej artystce.