O Magdalenie Witkiewicz usłyszałam już na samym początku prowadzenia bloga. Moja droga do zapoznania się z twórczością Magdaleny Witkiewicz była długa i dosyć kręta. Pólka z napisem „Literatura obyczajowa” zwykle jest przeze mnie omijana. Po roku pandemii poczułam, że pora zbliżyć się do tej półeczki. Potrzebowałam książki, która pomoże mi się odprężyć po bardzo trudnym i stresującym roku w moim życiu zawodowym.
Zielona wyspa Igora Ostachowicza początkowo roztacza przed nami wizję bajkowego życia na bezludnej wyspie, gdzie wszystko staje się proste a ścieżki życia prostują się same. Owa wyspa to nic innego jak „raj dla turystów”, gdzie za wielkie pieniądze dostaje się bezchmurne niebo, najzieleńszą z traw i bajkowy, pełen udogodnień domek. Cisza, spokój i odpoczynek. W powieści Ostachowicza raj okazuje się pułapką i ułudą. Demonów duszy nie pozbędziemy się za pomocą katalogu oferty turystycznej. I tak naprawdę o tym jest ta książka - o najciemniejszych zakamarkach ludzkiej duszy.