O Magdalenie Witkiewicz usłyszałam już na samym początku prowadzenia bloga. Moja droga do zapoznania się z twórczością Magdaleny Witkiewicz była długa i dosyć kręta. Pólka z napisem „Literatura obyczajowa” zwykle jest przeze mnie omijana. Po roku pandemii poczułam, że pora zbliżyć się do tej półeczki. Potrzebowałam książki, która pomoże mi się odprężyć po bardzo trudnym i stresującym roku w moim życiu zawodowym.
Łatwo przyszło, łatwo poszło jest kolejną, szóstą już odsłoną, perypetii młodej bibliotekarki z Lawrenceton. Aurora wiedzie spokojne i ustabilizowane życie u boku męża. Po dawnych przygodach i kryminalnych zagadkach pozostało jej tylko wspomnienie. Niespodziewanie dla niej i męża pojawia się w ich życiu siostrzenica Martina- Regina, która wprowadza w ich uporządkowaną egzystencję spore zamieszanie. W wyniku zaskakujących okoliczności Bartell’owie zmuszeni są przeprowadzić się na farmę i przez jakiś czas zostać…rodzicami.