O Magdalenie Witkiewicz usłyszałam już na samym początku prowadzenia bloga. Moja droga do zapoznania się z twórczością Magdaleny Witkiewicz była długa i dosyć kręta. Pólka z napisem „Literatura obyczajowa” zwykle jest przeze mnie omijana. Po roku pandemii poczułam, że pora zbliżyć się do tej półeczki. Potrzebowałam książki, która pomoże mi się odprężyć po bardzo trudnym i stresującym roku w moim życiu zawodowym.
To niesamowita opowieść o podróży do własnych korzeni. Poczuciu zagubienia i niepewności, co do własnego pochodzenia. Paul Glaser z uporem i mozołem odkrywa nieznane karty z życia własnej rodziny. Paul Glaser w do bólu szczerej książce opowiada tragiczną historię rodziny swojego ojca. Na pierwszy plan tej zawikłanej historii wysuwa się Rosie - siostra jego ojca, z którą ten nie utrzymuje żadnych kontaktów. Dla Paula jest ona osobą ekscentryczną, staruszką z dalekiej przeszłości, która od lat omija rodzinne zjazdy, pozostając w swoim domu w dalekiej Szwecji. Napotykając na mur milczenia ze strony ojca, Paul nieoczekiwanie otrzymuje pomoc, od jednej z ciotek. To od niej dowiaduje się o Rosie i jej wojennych przeżyciach - koszmarze obozów koncentracyjnych. Postanawia przyjrzeć się bliżej tej historii.