O Magdalenie Witkiewicz usłyszałam już na samym początku prowadzenia bloga. Moja droga do zapoznania się z twórczością Magdaleny Witkiewicz była długa i dosyć kręta. Pólka z napisem „Literatura obyczajowa” zwykle jest przeze mnie omijana. Po roku pandemii poczułam, że pora zbliżyć się do tej półeczki. Potrzebowałam książki, która pomoże mi się odprężyć po bardzo trudnym i stresującym roku w moim życiu zawodowym.
Upadłe Damy II Rzeczpospolitej to prawdziwa perełka literatury faktu. Kiedy myślimy o dwudziestoleciu międzywojennym mamy zwykle przed oczami Marszałka Józefa Piłsudskiego, piękną przedwojenną Warszawę i katastrofę kampanii wrześniowej tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego roku. Na pytanie o upadłe damy zapewne przebąkniemy coś o paniach lekkich obyczajów, a skojarzenie pań o kryminalnej przeszłości raczej nie nasunie nam myśli o latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku. Po chwili dopiero, pomyślimy o Ricie Gorgonowej, o której niedawno zrobiło się głośno za sprawą prób rehabilitacji najbardziej znanej morderczyni II Rzeczpospolitej. Ale w tej książce obszernego i wnikliwego opisu historii Gorgonowej nie ma.