Idealne na prezent!

9 marca 2015

Dzieci Hitlera. Losy urodzonych w Lebensborn - Dorothee Schmitz-Köster, Tristan Vankann

 Dzieci Hitlera. Losy urodzonych w Lebensborn to bardzo rzetelna i obszerna publikacja na temat nazistowskich ośrodków, w których czyste rasowo Niemki mogły rodzić przyszłych liderów tysiącletniej Rzeszy.

Autorka przez kilkanaście lat zapoznawała się z publikacjami, dokumentami i relacjami na temat Lebensbornu. Przeszukała dziesiątki dokumentów, odwiedziła wszystkie możliwe archiwa, czego efektem są rozdziały o historii, powstaniu, celach i poczynaniach wyżej wymienionej instytucji.


Dzięki rozdziałom teoretycznym możemy poznać bliżej szaloną ideę, jaka przyświecała Heinrichowi Himmlerowi, osobiście nadzorującemu powstanie Lebensbornu, i która towarzyszyła także tworzeniu ośrodków tej organizacji. Autorka pokazuje też w jaki sposób działała organizacja i czy istotnie zawsze postępowała jednakowo w podobnych przypadkach.

Pisze o mało znanym fakcie zabijania dzieci Lebensbornu, jeśli te wykazywały cechy upośledzenia psychicznego i/lub fizycznego. I w jak kłamliwy sposób członkowie organizacji starali się tuszować zabijanie  słabszych i chorych dzieci.
Interesujące  jest to, że w ośrodkach Lebensbornu dzieci mogły rodzić nie tylko żony SS-manów, ale też zwykłe członkinie NSDAP, które nie były w związku małżeńskim, z jakichś powodów chcące w tajemnicy urodzić dziecko, a następnie zatrzymać je lub oddać do adopcji. Trzeba tu wspomnieć fakt, że społeczeństwo niemieckie w owym czasie potępiało ciąże ze związków pozamałżeńskich, a jednocześnie państwo jako instytucja zachęcało do rodzenia dzieci.

Po urodzeniu dziecka w ośrodku kobieta była zobowiązana do karmienia piersią, mogła czasowo przebywać z dzieckiem w ośrodku. Jeśli matka pełniła jakąś funkcję przydatną dla organizacji (pielęgniarka, lekarz) mogła przebywać w ośrodku z dzieckiem przez wiele miesięcy, ewentualnie zmieniając ośrodek na ten, w którym akurat była potrzebna do pracy. Dzieci pozostawione w ośrodkach przez matki oddawane były do adopcji, przebywając wcześniej w domach dziecka należących do organizacji.

Autorka wspomina też o innej działalności Lebensbornu, dotyczącej odrywania dzieci, pochodzących z terenów okupowanych, od ich biologicznych rodzin, badaniu ich pod kątem rasowym, a następnie zniemczaniu,poprzez zakaz mówienia w języku ojczystym, zmianę imion i nazwisk, przymusowej nauce niemieckiego i w ostatecznym akcie oddawania tych dzieci w adopcję do niemieckich rodzin, które miały za zadanie wychować je na prawdziwych Niemców.

Najobszerniejszą część książki stanowią spisane rozmowy z dziećmi (dziś osobami starszymi) urodzonymi w ośrodkach Lebensbornu. Z rozmów wyłania się obraz ludzi zagubionych, rozżalonych, szukających swojego miejsca, swoich korzeni, próbujących sobie logicznie wytłumaczyć miejsce swojego urodzenia i sposób postępowania swoich rodziców, borykających się z piętnem „nazistowskich dzieci”. Wielu z nich nie jest nawet do końca pewnych swoich dat i miejsc urodzenia oraz nazwisk swoich ojców. Większość z nich do dziś przeżywa traumę pobytu w sierocińcach Lebensbornu. W dzieciństwie mieli problem z prawidłowym rozwojem mowy, okazywaniem emocji, cierpieli na tzw. chorobę sierocą. Czuli się odepchnięci i zagubieni. Dodatkowym nieszczęściem dla wielu z nich była adopcja. Bardzo często rodziny zastępcze pozbywały się swoich wychowanków, ponieważ ci nie spełniali ich oczekiwań i sprawiali kłopoty wychowawcze. Mam wrażenie, że dodatkową krzywdą dla tych ludzi była surowość wychowania z jaką zetknęli się w dzieciństwie. Niewielu z nich doświadczyło prawdziwej i szczerej troski, i miłości.

Ci starsi ludzie, często z białymi plamami w życiorysach, stykali się także ze zmową milczenia na temat Lebensbornu, zarówno ze strony rodziców biologicznych jak i rodzin zastępczych, co  potęgowało jeszcze ich poczucie wyobcowania. Kilkoro z nich nigdy nie usłyszało prawdy o okolicznościach swojego przyjścia na świat od swoich matek. Wiele matek Lebensbornu wstydziło się po zakończeniu wojny mówić o tym jak i gdzie urodziły swoje dzieci, bądź też nie uznawały za konieczne, by o tym mówić. Duża część z nich rodziła swoje dzieci w tych ośrodkach z ideologicznego przekonania o słuszności swojego wyboru.

Książka jest ważnym świadectwem tamtych lat. Przygnębiającym źródłem opowieści o zaślepieniu ideologicznym, bądź złych wyborach, których skutki odczuwają w latach późniejszych ich potomkowie.


Dorothee Schmitz-Köster – niemiecka publicystka i pisarka, od lat bada i pisze na tematy związane z Lebensbornem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz