Książki na długie wieczory! Najlepsze książki do -70% taniej!

22 marca 2015

Władca liczb - Marek Krajewski


Władca liczb Marka Krajewskiego jest kolejnym kryminałem jaki wyszedł spod pióra tego autora. To kolejna książka o przygodach przedwojennego detektywa Edwarda Popielskiego, który w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, zajmuje się pracami na zlecenie, a dokładniej szantażem w celu wymuszenia określonych zeznań.

Tym razem trafia mu się zlecenie zbadania kilku podobnych przypadków samobójstw, mających miejsce we Wrocławiu. Tajemniczy zleceniodawca i równie tajemnicze śmierci kusiły  mnie wielką, tajemniczą intrygą.


Na początku teoria o nieprzypadkowych samobójstwach bardzo mnie zaciekawiła, ale z biegiem kolejnych kartek coś przestało się kleić. Cała teoria, choć przyznaję, że bardzo zmyślna, zaczęła mnie nużyć i irytować. A jej rozwiązanie przyniosło rozczarowanie. Może nie jakieś wielkie, ale okrzyków zaskoczenia nie było, a przecież to oznaka kryminału najwyższej próby.

Dotarło do mnie i to, że Popielski również stał się dla mnie bardzo irytujący i męczący. Nie opuszczało mnie wrażenie, że na pożegnanie mistrz fachu detektywistycznego chce pokazać, że mimo starości może wiele osiągnąć i niejednego przeskoczyć. Niestety przez niektóre jego poczynania, na mojej twarzy malowało się niedowierzanie pomieszane z niesmakiem i litością. Jeśli tym razem detektyw Edward Popielski miał sprawić, że chcę się z nim rozstać to osiągnął swoje zadanie.  Szkoda tylko, że nie uczynił tego w sposób bardziej spektakularny.

Wrocław w powieści Krajewskiego jest mroczny, oblepiony brudem, pełny typów spod ciemnej gwiazdy, ludzi o wątpliwej moralności i niemrawych przedstawicieli milicji obywatelskiej.
Klimat miasta, opis ulic, charakterystyka postaci drugo i trzecioplanowych mnie nie zawiodła, tylko ta główna intryga jakaś taka nabierająca rozpędu, a następnie rozbijająca się z hukiem na najbliższym wrocławskim chodniku…

W pewnym momencie lektury wpadło mi do głowy, że cały ten detektywistyczny interes mogłaby przejąć Leokadia…. A nuż byłoby ciekawiej?

Bardzo lubię język w powieściach Marka Krajewskiego. Zapełniony zapożyczeniami z łaciny, bogaty w słownictwo. Słowem język przedwojennego inteligenta. Wpasowuje się w ten zgrzyt pomiędzy siermiężnością i bylejakością Polski Ludowej, a blaskiem i bogactwem przedwojennego wykształcenia.

 Władca liczb zawodzi brakiem dopracowanej intrygi i teorii zbrodni, zawodzi Popielski, ale jemu z racji wieku mogę jeszcze wybaczyć, nie zawodzi klimat i język powieści.


Marek Krajewski- z wykształcenia jest filologiem klasycznym, z zamiłowania i pasji pisarzem. Napisał serię kryminałów o Eberhardzie Mocku i Edwardzie Popielski. Jego kryminały są tłumaczone w wielu krajach świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz