25 marca 2015

Morfina - Szczepan Twardoch

Morfina autorstwa Szczepana Twardocha to chyba najgłośniejszy i najbardziej oklaskiwany utwór literacki ostatnich lat. To opowieść o Konstantym Willemanie  utracjuszu, morfiniście, pijaku bawidamku. Określeń można by napisać jeszcze bardzo wiele. Akcja powieści dzieje się w tysiąc dziewięćset trzydziestym dziewiątym roku, na jesieni w okupowanej przez Niemców Warszawie.

Bohater Morfiny ma żonę i syna, co nie przeszkadza mu w pozostawianiu swojego nasienia, gdzie tylko nadarzy mu się okazja. Dla buteleczki morfiny i flaszki alkoholu zrobi wszystko. Sprzeda siebie, dom i cały świat. Brał udział w kampanii wrześniowej, co  kwituje ironicznym uśmiechem i pogardliwymi komentarzami. Jest synem Ślązaczki i Niemca, jednak jego matka uważa się za Polkę i stara się polskość wtłoczyć w umysł swojego jedynego syna.


Dla dorosłego Willemana polskość jest raczej pustosłowiem, tematem do kpin i zbiorem gestów bez większego znaczenia. Niemieckość też jakoś szczególnie go nie wzrusza. Generalnie do kwestii narodowościowych i przynależności państwowej główny bohater ma ambiwalentny stosunek. Czuje się raczej bezpaństwowym Warszawiakiem, tym z Adrii i Ziemiańskiej, który od narodowych dysput i walk za ojczyznę  woli dobrą zabawę w dobrym towarzystwie.

Wiem, że autor powieści pochodzi ze Śląska i pokuszę się o tezę, że chciał on zestawić polskość z niemieckością, mając gdzieś z tyłu głowy skomplikowane dzieje Śląska, który przechodził z rąk do rąk i czasem naprawdę nikt nie wiedział, kto jest kim i dlaczego. Pomysł ciekawy, ale trudny do zrealizowania. W powieści zostało to zaakcentowane, ale jakość się rozmyło, a szkoda, bo to naprawdę ciekawa kwestia do wplecenia w fabułę.

Konstanty Willeman jest człowiekiem, który myśli jedynie o samym sobie. Operuje frazesami i utartymi określeniami, górnolotnie wyraża się walce dobra ze złem, ale tak naprawdę, ani dobro ani zło nie są dla niego interesujące. Dla niego liczy się on sam i jego przyjemności.

Narratorką jest kobieta, która prowadzi nas przez meandry umysłu Konstantego.  Kim ona jest? Dla mnie jest tytułową morfiną, która pokazuje swoją niszczycielską i nie przerwaną siłę nad ludzkim umysłem. Ona  działa nawet jak nie działa. Oprócz mętliku moralnego i narodowego dochodzi, mętlik psychologiczny i fizyczny głównego bohatera.


Morfina to powieść napisana dla sztuki. Jej język jest ciężki do omówienia. Na pewno jest plastyczny, ale w pewnym momencie jest bardzo powtarzalny i nużący. Wątki są porozrzucane, niezakończone i podziurawione. Zapewne to miało uwypuklić istotę tytułowej morfiny, ale niestety zostało rozciągnięte i rozmyte do granic czytelniczych możliwości. Dwieście stron mniej i nie byłoby  pomieszania zachwytu z rozczarowaniem.


Szczepan Twardoch -  wielokrotnie nagradzany polski pisarz młodego pokolenia. Spod jego pióra wyszły : Drach, Wieczny Grunwald, Morfina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz